Tak niszczy glejak…
(Foto własne)
Tak na zdjęciu po obu stronach, to jedna osoba, Marcin- mój ukochany mąż. Ta choroba to straszne chujostwo. Zabiera, niszczy, i odbiera godność, wygląd, życie i pieniądze. Ta pojebana choroba z człowieka co robił 4 rzeczy na raz, i miał myślenie analityczne, zrobiła dorosłego we mgle, co nie umiał nic, nawet w pewnym momencie myśleć. Ta choroba odebrała mu hobby, możliwość czytania, a także jazdę autem. Ta choroba pozbawiła go możliwości chodzenia na długie spacery i brania udziału w wieku aktywnościach, na wspólnych wyjazdach. Ten człowiek tak bardzo kochał życie, ale cały czas żył w cieniu swoich traum i bólu, przeszłości, a gdy pojawiłam się ja w Jego życiu, kobieta co podzielała Jego plany i marzenia, to pojawiło się tornado w głowie, które zniszczyło wszystko. To tornado, odebrało mu prawdę i możliwość bycia sobą, choć nie do końca: bo Marcin był bardzo troskliwą i kochaną osobą, do póki tylko mógł i był w stanie gotował ze mną obiad i robił mi kawę do łóżka; to drugie sprawiało nu tak wiele przyjemności. Czasem zastanawiam się; czy gdyby umiał regulować napięcie, i stawiać granice czy coś by zmieniło Jego los. Czasem zastanawiam się; czy gdyby nie lata przemocy której doświadczył, i możliwość wolnego podejmowania wyboru, w osobistych kwestiach, czy one uchroniłyby go przed chorobą i wieloma innymi sytuacjami. I czasem tak bardzo łudzę się, że ta świadomość kiedyś kogoś uratuje.
Tak na zdjęciu po obu stronach, to jedna osoba, Marcin- mój ukochany mąż. Ta choroba to straszne chujostwo. Zabiera, niszczy, i odbiera godność, wygląd, życie i pieniądze. Ta pojebana choroba z człowieka co robił 4 rzeczy na raz, i miał myślenie analityczne, zrobiła dorosłego we mgle, co nie umiał nic, nawet w pewnym momencie myśleć. Ta choroba odebrała mu hobby, możliwość czytania, a także jazdę autem. Ta choroba pozbawiła go możliwości chodzenia na długie spacery i brania udziału w wieku aktywnościach, na wspólnych wyjazdach. Ten człowiek tak bardzo kochał życie, ale cały czas żył w cieniu swoich traum i bólu, przeszłości, a gdy pojawiłam się ja w Jego życiu, kobieta co podzielała Jego plany i marzenia, to pojawiło się tornado w głowie, które zniszczyło wszystko. To tornado, odebrało mu prawdę i możliwość bycia sobą, choć nie do końca: bo Marcin był bardzo troskliwą i kochaną osobą, do póki tylko mógł i był w stanie gotował ze mną obiad i robił mi kawę do łóżka; to drugie sprawiało nu tak wiele przyjemności. Czasem zastanawiam się; czy gdyby umiał regulować napięcie, i stawiać granice czy coś by zmieniło Jego los. Czasem zastanawiam się; czy gdyby nie lata przemocy której doświadczył, i możliwość wolnego podejmowania wyboru, w osobistych kwestiach, czy one uchroniłyby go przed chorobą i wieloma innymi sytuacjami. I czasem tak bardzo łudzę się, że ta świadomość kiedyś kogoś uratuje.

Komentarze
Prześlij komentarz