Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2025

Totalna zawiecha

Obraz
(Własne foto) Ostatnio miałam mega miłe spotkanie w pociągu- koleżanka z czasów gimnazjum, rok starsza. I powiedziała mi coś takiego, że ona mnie tak podziwia i jestem mega wyjątkowa, przez to ile M dostał ode mnie dobrego w chorobie, i że jesteśmy z M dowodem na prawdziwą miłość, i nie ma słów które mogą to określić. Wczoraj płacząc za M również taką wiadomość od innej osoby dostałam… i zaczęłam myśleć, że To może znak… tylko jedna rzecz jest dla mnie dziwna; ja nie okazuje już ludziom emocji, często mam wywalone. Dawna Zosia by odpisała, a obecna jest znudzona i ma w dupie. Obecna Zosia, traktuje ludzi jak muchy, polata polata, i ucichnie. Fakt pracuje obecnie po 12h dziennie, odkuwam się finansowo po chorobie i pochówku M (najbardziej atakujący i wszechwiedzący przypomnę, że się nie dołożyli ani złotówki). Poza tym staram się dbać o siebie; żarcie, sport. Choć wczoraj zgrzeszyłam, złamałam się na każdej płaszczyźnie, z ćwiczeń wyszłam. Źle się poczułam… Jak zawsze rozdzielałam się n...

(NIE) Wdzięczna pomoc

Obraz
(Własny obrazek)   Hej! Dziś uznałam, podzielę się czymś szokującym. Otóż, gdy M chorował, pomagaliśmy też rozmową, czy podwiezieniem kogoś po drodze, z dobrego serca. Zawsze pomagałam ogromną iliść razy, M też. Wyobraźcie sobie sytuacje, dawni znajomi, chore zwierzę, z dziurą w brzuchu. Niewiele myśląc jedziemy do weta, oni kasy nie mają, za jedną wizytę zapłaci się- pożyczka. Tak też zrobiliśmy, wyobraźcie sobie, że gdy pewnego razu daliśmy im dłoń, zaczynało się pasożytowanie na całej ręce. Zosia daj, Zosia pożycz. To Zosia się wkurzyła i uznała, że pierdoli. Raz można, nie ciągle. I to była pożyczka, więc upomniałam się grzecznie, bo ów wtedy narzeczony, chory, i to poważnie. Za pare dni kolejna próba pasożytnictwa, postawiłam sprawę jasno, do tego auto usterkę miało, a woziłam nim Marcina na badania i do szpitala. Tak więc dostałam falę kurew, wyzwisk, za to że nie pomagam w potrzebie, i nie UTRZYMUJE kogoś obcego, i gwóźdź programu; oddana kasa, to niby była pożyczka dla...

11 miesięcy bez Ciebie…

Obraz
  (Obraz własny)  11 miesięcy temu wstałam podejrzanie spokoja, wtedy odebrałam telefon ,,[…] Dzwonię, ze smitną informacją. Pan Marcin Z… odszedł.” Uznałam, że to falszywy alarm… tak, WYPARŁAM. Zadzwoniłam tylko do zastępcy kierownika, że mąż mi zmarł, i … dopiero po krótkiej chwili, dotarło do mnie co się stało. Popłakałam się i pojechałam z Nim się żegnać. Nie pamiętam drogi. Pamiętam jak trzymałam go martwego za rękę. I czułam tę obecność, a może tylko sobie tłumaczyłam… Jego już tam nie było, wiedziałam że nie cierpi. Wiedziałam, że przyjdzie pora na pogrzeb, i batalię z Jego rodziną, bo tylko do tego byli zdolni, jeszcze w trakcie choroby. Pamiętam też długie negocjacje ze znajomymi i rady od nich. W ogóle to był dziwny i pojebany czas. Pamiętam mało, pamiętam że wypierałam i myślałam, że będzie z górki, bo przeszłam żałobę w chorobie, a tu taki wałek, że dopiero się zaczęło. Teraz po 11 miesiącach wiem jedno, jak ważne być widzianym przez kogoś. Jak ważne mieć kogoś kto...

Sukces żonki ♥️

Obraz
(Foto z własnej galerii)  Hejka! Muszę bo się uduszę, oficjalnie jako w pewnym sensie dalej żonka Marcina, mam sukcesik mały. Mimo żałoby, i trudności, udało mnie się wykonać ogromną pracę nad sobą i moją psychosomatyką. Jestem tam gdzie kiedyś straciłam już nadzieję, że będę. Jestem w tym miejscu, w którym Marcin zawsze pragnął bym była. Tak ja wiem, że kituś uśmiecha się zza chmurki. Ale ja też się uśmiecham i płaczę ze szczęścia, i choć fizycznie go nie ma, to wiem że CZUWA. I byłby dumny z tego gdzie zaszłam. ♥️🔥 Musiałam Wam się pochwalić, nie wprost, bo kto ma wiedzieć ten wie. Ale… w gąszczu smutku, pozwalam sobie na coś kojącego.     https://buycoffee.to/glejaktonietak                                                                              Zosia

Pomoc z drugim dnem

Obraz
(Foto własne)  Hej! Dziś chciałabym się podzielić tym, jak to w moim życiu spotkałam po śmierci M. Co? Kogo? Ciekawa sytuacja, osoba w otoczenia bliskich mi osób, także po stracie. Człowiek również starszy, ja jako że mam złote serce i ludzi nie odrzucam, to otoczyłam go wsparciem jako kolejną osobę po stracie. I tu zaczyna się jazda, bo mam wrażenie że po stracie jak są tacy co nikogo przez rok- do kilku lat, tak są i tacy że jak coś sobie wkręcą, to i nie umieją odpuścić, nie mówiąc, że dla nich wsparcie, to wstęp do braku hamulców. Ciekawe jest to, jak dwie różne osoby, obie po stracie, a jak są różne… jak jedna osoba, jest świadoma i chce przeżyć emocje, wyjść z traumy, a jak druga osoba też po stracie i też w podobym czasie mimo stukrotnego słowa-NIE, jak próbuje na oślep wpaść w ramiona. Jak próbuje rozwalić blokadę manipulacją, jak próbuje zagłuszczyć i przekierować odrzucenie, jak łaknie miłości i w tym całym szale, jak próbuje Twoje wszystkie odgałęzienia, które dają Ci ra...

Tak niszczy glejak…

Obraz
(Foto własne)  Tak na zdjęciu po obu stronach, to jedna osoba, Marcin- mój ukochany mąż. Ta choroba to straszne chujostwo. Zabiera, niszczy, i odbiera godność, wygląd, życie i pieniądze. Ta pojebana choroba z człowieka co robił 4 rzeczy na raz, i miał myślenie analityczne, zrobiła dorosłego we mgle, co nie umiał nic, nawet w pewnym momencie myśleć. Ta choroba odebrała mu hobby, możliwość czytania, a także jazdę autem. Ta choroba pozbawiła go możliwości chodzenia na długie spacery i brania udziału w wieku aktywnościach, na wspólnych wyjazdach. Ten człowiek tak bardzo kochał życie, ale cały czas żył w cieniu swoich traum i bólu, przeszłości, a gdy pojawiłam się ja w Jego życiu, kobieta co podzielała Jego plany i marzenia, to pojawiło się tornado w głowie, które zniszczyło wszystko. To tornado, odebrało mu prawdę i możliwość bycia sobą, choć nie do końca: bo Marcin był bardzo troskliwą i kochaną osobą, do póki  tylko mógł i był w stanie gotował ze mną obiad i robił mi kawę do łóż...