11 miesięcy bez Ciebie…

 

(Obraz własny) 

11 miesięcy temu wstałam podejrzanie spokoja, wtedy odebrałam telefon ,,[…] Dzwonię, ze smitną informacją. Pan Marcin Z… odszedł.” Uznałam, że to falszywy alarm… tak, WYPARŁAM. Zadzwoniłam tylko do zastępcy kierownika, że mąż mi zmarł, i … dopiero po krótkiej chwili, dotarło do mnie co się stało. Popłakałam się i pojechałam z Nim się żegnać. Nie pamiętam drogi. Pamiętam jak trzymałam go martwego za rękę. I czułam tę obecność, a może tylko sobie tłumaczyłam… Jego już tam nie było, wiedziałam że nie cierpi. Wiedziałam, że przyjdzie pora na pogrzeb, i batalię z Jego rodziną, bo tylko do tego byli zdolni, jeszcze w trakcie choroby. Pamiętam też długie negocjacje ze znajomymi i rady od nich. W ogóle to był dziwny i pojebany czas. Pamiętam mało, pamiętam że wypierałam i myślałam, że będzie z górki, bo przeszłam żałobę w chorobie, a tu taki wałek, że dopiero się zaczęło. Teraz po 11 miesiącach wiem jedno, jak ważne być widzianym przez kogoś. Jak ważne mieć kogoś kto za Ciebie da w mordę. Ja nie mam takiej osoby, bo 11 miesięcy temu mi umarła, a 31 miesięcy temu życie Nam się rozwaliło z powodu choroby. Dziś pracuję z osobami chorymi, ALE mimo szczerej sympatii, wracam do domu gdzie mam zdrowych bliskich, a nie siedzę jak wcześniej w nerwach, i nie czekam na postęp choroby. I tak wiem do dziś dzień, że są tacy co żyją lata, i z 4, znam przypadki co żyją 10-11 lat. I więcej. I nie umiem, przestać trzymam kciuków i udostępniać zbiórek z glejakami, nie umiem nie zjebać obcej osoby, za pytanie o stan zdrowia kogoś kto ma zbiórkę- bo co jeśli to prześladujący bliski, jak było u Nas. I nie umie nie tłumaczyć osób, co doświadczyły glejaka. Czasem się nawet odgrażam, że gdyby kolejny mój partner to miał- to skończyłabym ze sobą, aby nie patrzeć jak się męczy, ale żeby nie ganiać za kimś, z całym szacunkiem do wszystkich, ale niech ktoś za mną pobiega teraz. Często unikam znajomych i osób z rodziny, aby nikt mi nie ględził nad głową. Wielu osobą, o tym nie mówiłam, nie wiedzą że byłam w małżeństwie. Jednej ciotce powiedziałam, i znajomej rodziny. Wszystkich zaczęłam na dystans trzymać, boję się pytań, przekraczania granic. Boje się, że komuś dowalę słownie, albo mówiąc krótko przypierdolę. Choć nie powiem, marzę sobie. Marzę sobie o normalnym życiu, że kogoś mam. I że jestem szczęśliwa.  


                                                                  Zosia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tzn. Wdowizm

Tak niszczy glejak…

20 mies z glejakiem, 20 w żałobie