Opieka hospicjum- Stacjonarnie
(Obrazek własnej twórczości)
Dlaczego tak często do niego jeździsz?- zapytała mnie K, moja znajoma i nasza niedoszła świadkowa. Jak to dlaczego? Bo go kocham, a pobyt w hospicjum nie zwalnia mnie z bycia żoną. Hospicjum pomaga mi w opiece nad mężem, nie wyręcza.- odpowiedziałam.
Wiele osób myśli, że hospicjum to umieralnia, że trafiając tam, już nigdy nie wyjdziesz. Ty też tak uważasz?- To jesteś w błędzie. Fakt jest to miejsce, w którym dużo osób odchodzi, ale …
- są bólowo zaopiekowani,
- mają posiłki o stałych porach,
- mają dostęp do psychologa, z którego może korzystać rodzina do roku po stracie.
- są pielęgnowani przeciwko odleżyną, a na co dzień higienicznie dba o nich zespół opiekunów, pielęgniarek i lekarzy.
Będąc niską i drobną kobietą, w okresie choroby M zaniedbaną, ale i też rozdrażnioną, ze skłonnościami do płaczu i paniki, gdy cokolwiek działo się mojemu mężowi, nie byłam już w pewnym momencie w stanie sama się nim zajmować. Przy prawie stu kilogramach, po sterydach, obrzękach i silnych bólach, a także ogromnych w pewnym momencie problemach z połykaniem z powodu braku siły, i osłabieniu z powodu choroby nie dawałam rady zajmować się ukochanym. Gdy zmieniałam mu pampersa krzyczał nie raz z bólu, ja patrząc na Jego ból zagryzałam wargi, ale w pewnym momencie powiedziałam dość. Nie mogłam patrzeć jak on cierpi. Tak się składa, że nie miałam leków, kroplówek etc pod ręką, ani pomocy. Do tego czekaliśmy i tak w hospicjum stacjonarnym na miejsce, a ja byłam zniszczona psychicznie przez groźby pewnych osób, przychodzące na telefon męża. Więc gdy tylko otrzymałam telefon, że miejsce się zwolniło, od razu zamówiłam transport medyczny i pojechaliśmy. Marcin się uśmiechał i trzymał mnie za rękę, ja wyłam, zawodziłam. Jechaliśmy na sygnale. Na miejscu pobrali ode mnie informacje o lekach, alergiach, a także o tym co M. je, i czy w ogóle je, czy robi to sam. Dostałam też info o psychologu. Mogłam wybrać osoby do kontaktu, i tak też zrobiłam. Wybrałam siebie, innych nie, przez pewne środowisko byłam zaszczuta- o dziwo hospicjum bardzo mi psychicznie pomogło, i dali mi ogrom bezpieczeństwa. Było też wiele osób odwiedzających, z którymi się doświadczeniami i informacjami wymieniałam. I choć był to ciężki czas, to czułam się spokojna, i pewna swojej decyzji i dobrej opieki dla M. Byłam z Nim 4-12h. Zazwyczaj dwanaście, nie raz szłam tylko do sklepu po coś do jedzenie, a tak to, był to czas dla Nas. Wspólny sen, możliwość nakarmienia go, posłuchania ulubionej muzyki, czy telewizji to było coś co dawało Nam wspólną chwile. I choć ludzie przez niedoinformowanie, gadali swoje. Ja wiedziałam więcej i czułam, że to co Nasze, to nikt Nam tego nie zabierze. Do końca spełniałam Jego ostatnią wolę choćby do pochówku, pogrzebu. I jestem dumna, z siebie, bo zrobiłam to dla Niego. W pełni, z serca- dla Niego.

Komentarze
Prześlij komentarz