Z pamiętnika- bez cenzury, ujawnione.
7 zaraz 8 miesięcy, tyle minęło od ostatniego czasu gdy go widziałam. Dziś mam jazdę emocjonalną, tęsknie tak bardzo. Bardzo bym chciała aby był obok, aby przytulił. Pogadał ze mną, tak jak to zawsze było. A jego po prostu nie ma i nigdy już nie będzie. Na pewno nie w tym życiu, mówi się że Oni-zmarli, gdzieś tam są, że Nas widzą… Ja niby też tak uważałam do czasu, do czasu aż, aż nie zdałam sobie sprawy jak mocno tęsknie i że życie biegnie dalej, a jak to mówią inni ,,jesteś młoda, ułożysz sobie życie”. P*erdolenie! Może i mają racje, może i nie, ale już na pewno nie mówi się tak do osób w żałobie. Każdy ten czas w inny sposób przeżywa, ja dopiero teraz zdaje sobie sprawę czym jest glejak, jak się wcześniej czułam, piosenki, reklamy w tv; to wszystko sprawia, że czas zwalnia, przypomina dni diagnozy. Operacje, chemię. I Naszą walkę o siebie. Bo wielu osobą, o nudnym życiu tak się nie podobał nasz związek i tak się obawiali, abym na pieniądze M. nie omotała, że dopuszczali się najgorszych czynów i szantażów. Po wielu rozmowach telefonicznych, jakimkolwiek kontakcie mój mąż miał padaczki. Te jakiekolwiek kontakty kończyły się wyzwiskami mojej osoby i nieprawdziwymi oskarżeniami, ba nawet telefonami do mnie i słowami; ,,ODWAL SIĘ OD NIEGO, ON JEST CHORY. ON UMRZE PRZEZ CIEBIE, BĘDZIESZ GO ODWIEDZAĆ NA CMENTARZU” tak to są słowa, którymi biczuje się osoby w chorobie i ich partnera. To są słowa, które mimo miesięcy bolą, i wywołują mordercze instynkty, bo jak mają nie wywoływać, gdy są kierowane do ukochanej osoby chorego, która dba o Niego i wykosztowuje się ostatnimi pieniędzmi na najdziwniejsze, najbardziej niekonwencjonalne metody, wizyty lekarskie, recepty i suplementy. Która zapieprza jak mały wóz, aby uratować ukochanego człowieka. A słyszy takie teksty, z głośnika telefonu, z rozmowy kierowanej do chorego; takie jak NO BO TA ZOŚKA ZNOWU CI LEKÓW NIE KUPIŁA, BO TA ZOŚKA CIE DO LEKARZY NIE PROWADZA. Co czuje taka osoba? Złość i frustracje. Dodatkowo chory, czuje się bezradny. Dodatkowo chory, który tłumaczy swoje słyszy, powyższe cudze racje oparte o ego oskarżających. Dramat i upadek to się nazywa. Ale tak było i nic mnie tak nie wyprowadza z równowagi, jak to. Dlatego jako zraniona i wk*rwiona żona w żałobie uważam, że mam prawo mówić o swojej krzywdzie, bo w tak durnych czasach Ci osaczani, naprawdę cierpiący potrafią nie mieć wsparcia i zrozumienia. A jeszcze im się zarzuca, że głupoty gadają i raczą wyolbrzymiać. Nic podobnego kochani, takiego osoby szukają schronienia przed kolejnym uderzeniem pioruna. Chcą czuć się bezpieczne, chociaż u obcych, jak nie mają wsparcia tam gdzie powinny, jak było u Nas. Nam emocjonalnie pomagał ośrodek i prawnik. Policja miała standardowo w nosie, jak na nich przystało.
Fakt po śmerci M usłyszałam ,,dziękuję” od jednego z bohaterów, ale co mi po tym, jak Jego nie ma. Ja rozumiem, że każdy ma prawo różnie przechodzić chorobę ważnej osoby, ale są jakieś granice. Zastanawiam się, jak trzeba nie mieć samokontroli. Jakim trzeba być człowiekiem, aby znaleść siłę na takie dobijanie chorego i osoby współtowarzyszącej. Szok! I to nie jest koloryzowane, a prawdziwe i po miesiącach ujawnione. Foto z archiwum prywatnego.
A Wy macie też takie doświadczenia? Koniecznie dajcie znać. Ściskam Z

Komentarze
Prześlij komentarz