Najgorsze MOJE błędy przy bliskim z glejakiem.
Obrazek AI
Zawsze piszę tutaj, gdy potrzebuje. Dziś postanowiłam napisać, coś co chodziło, za mną od dłuższego czasu.
Ostatnio przeglądając na, którą zbiórkę wrzucić natykam się na pewną powtarzającą się rzecz; pacjent z glejakiem, po diagnozie lub z niewyciętym do koñca guzem PROWADZI AUTO. I ja swego czasu mężowi na to pozwalałam.
Aż dostałam olśnienia…Wtedy wówczas klucze ukradkiem wynosiłam, by nie miał do nich dostępu.
Guz w głowie, stres, migające światła to czynniki, które mogą wzbudzić atak padaczki. W każdej chwili; nawet szybkiej jazdy. Co w sytuacji, gdy gdy trzeba wyhamować ? A co jak nagły ,,wyskok pieszego” spowoduje atak? Murowana TRAGEDIA. No właśnie na pierwszy rzut oka o tym nie myślimy, ale konsekwencje i sumienie będą na całe życie.
Kolejna sprawa, to zmuszanie bliskich/ decydowanie w pełni świadomej i kontaktującej osoby , robienie jej wyrzutów i dany wybór, sposób leczenia. Awanturę robimy jako współtowarzyszący, patrzący z boku. Gdy oni przyjmują leki, substancje i mają guza w głowie. Nikt nie wie, ile komu zostaje, a oni chcą możliwie ostatnimi chwilami świadomości móc o sobie zadecydować. Spełnić ostatnie marzenia. Dokończyć pewne sprawy, a może wejść w relacje by mieć kogoś do kochania.. albo osobiste wsparcie. Wiele rodzin tego nie rozumie, jeszcze za życia i świadomości te osoby uśmierca. Podobnie medycyna. Tylko co w sytuacji; gdy osoby przejdą kryzys, żadnych wznów, albo jedna i żyją dalej? No właśnie… dlatego uważam, że im ktoś świadomy, tym na więcej należy mu pozwolić, no może po jazdy autem…
Choć gdybym ja zachorowała, to chyba bym łeb urwała, bliskim jakby mi zabronili auta. Dla mnie to całe życie.
https://buycoffee.to/glejaktonietak
Zosia

Komentarze
Prześlij komentarz